Wspomnienie
Na szlaku bojowym plutonu łączności 10 pułku piechoty
Po odbyciu czynnej służby wojskowej w 10 pp powołany zostałem wiosną 1939 r. Po przeszkoleniu rekruckim odbywałem służbę w łączności pułkowej. W marcu 1939 r. wyszliśmy z koszar na kwatery we wioskach. Najpierw do Małszyc a potem do Dzierzgowa. W lipcu 1939 r. przewieziono nas transportem kolejowym do miejscowości Gołańcz. Tam przydzielono mnie do plutonu łączności III batalionu 10 pp. Dowódcą plutonu był por. Korczak. Major Roszkowski, d-ca III batalionu, był wysokim, tęgim i postawnym mężczyzną. Mógł mieć około 30 lat. Ożenił się na krótko przed wojną. Dał się poznać jako dobry Polak i odważny dowódca. W Gołańczy pluton kwaterował we dworze. Piechota budowała w rejonie Gołańczy betonowe bunkry. W pierwszym dniu wojny Niemcy bombardowali umocnienia piechoty a następnie otworzyli ogień artylerii. Wokoło paliły się sterty zboża. Któregoś dnia zostałem wysłany z patrolem przez linie wroga. Niemcy nacierali na łąki przed naszymi stanowiskami, strzelali z artylerii. Porucznik Korczak wycofywał się na brzuchu przez łąki dwie godziny, a łąki nie były szerokie. W Gołańczy pozostawaliśmy przez trzy dni wojny. Wycofanie się nastąpiło nocą. Potem były ciągłe marsze nocami a w dzień postoje. Od chwili wycofania się z Gołańczy przydzielono mnie do łączności dywizyjnej, gdzie miałem możliwość wiedzieć o działaniach każdego pułku dywizji. Dywizja dotarła do Bzury w dzień, rano. Sztab dywizji i centrala telefoniczna znajdowała się w Osieku. Natarcie pułków dywizji wyszło rano z miejscowości Gągolin przez Patoki, Bzurą w kierunku na tor kolejowy i Sierzchów. Niemcy strzelali z artylerii oraz z ckm zza toru kolejowego. Kompina i Patoki paliły się. W połowie tego samego dnia nasze wojska zaczęły się wycofywać z powrotem za Bzurę. Wycofanie przemieniło się w ucieczkę. Na Bzurze zginęło dużo naszych żołnierzy od ognia artylerii i ckm. Wielu żołnierzy, a zwłaszcza starszych rezerwistów, utopiło się w rzece. Obrona na Bzurze trwała dwa dni. Potem nastąpiły walki pod Kozłowem Szlacheckim. Major Roszkowski nacierał na Kozłów z Gągolina w biały dzień o 9.00 rano. Prowadził batalion rowem a potem przez pola. Przedtem był już ranny. Zginął w natarciu na Kozłów Szlachecki. W Osieku dostałem telefon od jakiegoś pułkownika, który miał być z Kutna, aby przedzierać się do Warszawy, każdy na własną rękę. Było to jeszcze przed natarciem majora Roszkowskiego na Kozłów Szlachecki. Gdy mu o tym powiedziałem, był zdenerwowany i powiedział, że gdyby wiedział, kto to dzwonił, to by go zastrzelił. W Osieku było ciężkie bombardowanie lotnicze, a potem przyszli Niemcy i dostałem się do niewoli. O oficerach z kampanii wrześniowej mam złe wyobrażenie. Brali pieniądze a kiedy przyszło do walki, ich nie było. Z tych, których znam, wyjatek stanowił mjr Roszkowski i mój dowódca, por. Korczak. Porucznik Korczak odwiedził mnie w 1945 r. i od tego czasu nie widziałem go więcej. Z żołnierzy, którzy służyli w 10 pp i brali udział w kampanii wrześniowej, znam Błażeja Więcławskiego z Zabostowa. Służył w tankietkach.
Maszynopis relacji z archiwum Piotra Aleksandra Kukuły w zbiorach rodzinnych Haliny Kukuły (obecnie w czasowym depozycie u Alfreda Nowińskiego).
Autor wspomnienia:
Jan Kozłowski, mieszkaniec wsi Kompina, pow. łowicki, we wrześniu 1939 szeregowy plutonu łączności 10 pp.
Data zebrania:
dn. 6 lipca 1972 r.
Zebrane przez:
Piotr Aleksander Kukuła (1916-1979), uczestnik bitwy nad Bzurą jako żołnierz 37 pułku piechoty, autor książki pt. "Piechurzy kutnowskiego pułku".
